Za autora terminu „aromaterapia” uznawany jest francuski chemik, Rene Maurice Gattefosse, który użył go po raz pierwszy w 1937 r., w tytule swojego dzieła: “Aromathérapie: Les Huiles Essentielles, Hormones Végétales”. Jak jednak głosi anegdota historyczna, nazwę tę wymyślił prawdopodobnie dużo wcześniej, w 1910 r., kiedy to doznał dotkliwego oparzenia podczas eksperymentu laboratoryjnego i przypadkowo zanurzył poparzoną rękę w olejku lawendowym, co ponoć przyniosło natychmiastową ulgę, a w dalszej konsekwencji spektakularnie przyspieszyło proces leczenia.
![aromaterapia]()
- Co to jest aromaterapia?
- Z kartek historii
- Recepta na glinianej tabliczce
- Matka aromaterapii
- Obietnica nieśmiertelności
- Grecy i Rzymianie
- Królowa aromaterapii
- Polski akcent
- Krzyżowcy i odkrywcy
- Sposoby i metody aromaterapii
- Jak to działa?
- Aromatyczne antybiotyki
- Zapachy jak witaminy
- Aromaty jako hormony
- Aroma- czy witaminoterapia?
Co to jest aromaterapia?
We wspomnianym wyżej tomie, Gattefosse zebrał i omówił wyniki swoich wieloletnich badań nad terapeutycznymi zastosowaniami substancji zapachowych, kładąc fundamenty pod nowoczesną aromaterapię i przyczyniając się do popularyzacji tej naturalnej metody terapeutycznej.
Wymyślony na określenie propagowanej metody termin, zgodnie z obyczajem nauk medycznych, jego autor oparł na grece, w której „aroma” oznacza „przyprawy korzenie, wonne zioła”, natomiast „therapeia” – „leczenie, opiekę”. Tak więc w dosłownym tłumaczeniu – „aromaterapia” to po prostu leczenie substancjami zapachowymi. I chociaż współczesne definicje próbują operować niezrozumiałymi eufemizmami, typu: „aromaterapia – wykorzystywanie materiałów roślinnych i aromatycznych olejów roślinnych, w tym olejków eterycznych, do poprawy psychicznego lub fizycznego samopoczucia”, nie są one zgodne z intencją autora terminu „aromaterapia”, któremu chodziło ewidentnie o zastosowania lecznicze substancji zapachowych. Obecnie oficjalnie aromaterapia zaliczana jest do technik medycyny niekonwencjonalnej, obok przykładowo bioenergoterapii, apiterapii, homeopatii czy akupunktury.
Z kartek historii
W celu poprawy czy utrzymania zdrowia, działając intuicyjnie, człowiek używał substancji zapachowych zapewne już u zarania swojego gatunku, albowiem są one tworem komórek tkanki wydzielniczej roślin, wydzielanym przez rośliny w dwóch formach – olejku eterycznego lub żywicy balsamicznej, a rośliny były zawsze zarówno podstawowym składnikiem diety człowieka, jak też głównym elementem jego środowiska naturalnego.
Recepta na glinianej tabliczce
Najstarsze ślady użytkowania roślin aromatycznych przez człowieka pochodzą podobno ze stanowiska archeologicznego Agadir w Maroku, a datowane są na ok. 50 tys. lat p.n.e. Przekazywane z pokolenia na pokolenia, ustne podania o zdrowotnych właściwościach wonności pojawiają się we wszystkich kulturach, w każdym zakątku świata. Natomiast pierwsze receptury zestawiające surowce zapachowe utrwalone zostały w piśmie klinowym przez Sumerów na glinianych tabliczkach, spisanych przed ponad 5 tys. lat. Jedna z takich tabliczek przedstawia receptury roślinnych mieszanek leczniczych, złożonych m.in. z olibanum, mirtu i tymianku.
Matka aromaterapii
Za matkę aromaterapii należałoby uznać asyryjską majordomus królewskiego pałacu, Tapputi-Belatekallim, wzmiankowaną w zapisach klinowych z okresu średnioasyryjskiego, datowanych na około 1200 rok p.n.e. Jak mówią teksty klinowe, Tapputi opanowała sztukę destylacji olejków eterycznych z ziół i kwiatów, dlatego współcześnie okrzyknięto ją „pierwszą chemiczką w historii”. Ogólnie w Asyrii tamtych czasów wierzono, że wonności chronią przed rozwojem i rozprzestrzenianiem się chorób, zapobiegając wybuchom epidemii.
Obietnica nieśmiertelności
Następnie zapisy mówiące o zdrowotnym wykorzystaniu surowców zapachowych pojawiają się w medycznych księgach chińskich, w egipskich papirusach, księgach wedyjskich i w Biblii. Jak pamiętamy, Dzieciątku Jezus – jako podarki urodzinowe – Trzej Królowie przynoszą złoto, kadzidło i mirrę. I rzeczywiście, w czasach biblijnych surowce aromatyczne były na wagę złota.
Starożytni Egipcjanie wykorzystywali substancje zapachowe w celach kosmetycznych i leczniczych, jak również do balsamowania ciał zmarłych. Podobno egipska królowa Kleopatra kazała nasączać wszystkie swoje pomieszczenia, odzież, a nawet żagle swoich statków olejkiem różanymi i jaśminowymi. Natomiast po odsłonięciu w 1922 r. grobowca Tutanchamona, archeologów uderzył wyrazisty zapach żywicy olibanum.
Z przymrużeniem oka można więc powiedzieć, że egipska mumifikacja wpisywała się w kanon zabiegu aromaterapeutycznego, jako że Egipcjanie wierzyli, iż człowiek żyje dotąd, dokąd nie rozłoży się jego ciało. No i poniekąd mieli rację, gdyż dzisiaj – gdyby nie względy etyczne – można by zasadniczo ożywić każdą egipską mumię na drodze klonowania, jako że każda z nich zachowała kompletny łańcuch DNA, zakonserwowany przez związki aromatyczne.
Grecy i Rzymianie
Propagatorem aromaterapii był również obdarzony przydomkiem „ojca medycyny”, słynny grecki lekarz Hipokrates, który zalecał olejki eteryczne w postaci kąpieli i masarzy, a także głosił, że okadzanie pomieszczeń wonnymi kadzidłami chroni przed chorobami zakaźnymi. Późniejszy grecki lekarz, okrzyknięty dla odmiany „ojcem botaniki”, Teofrast z Eresos, wydał ok. 270 r. p.n.e. dzieło, uznane za podstawę współczesnej wiedzy o zdrowotnych właściwościach aromatów.
A ponieważ Rzymianie czerpali pełnymi garściami z dorobku nauki greckiej, dlatego Pliniusz Starszy, w swoim dziele „Historia naturalna”, podaje blisko 80 receptur rozmaitych mieszanek leczniczych, opartych na roślinach olejkowych.
Królowa aromaterapii
Około 1000 r. n.e. arabski lekarz Ibin Sina, znany lepiej jako słynny Avicenna, udoskonalił starą metodę destylacji olejków eterycznych, dzięki czemu proces ten okazał się wydajniejszy, a olejek bogatszy pod względem zawartości związków aktywnych biologicznie. W średniowieczu europejski obrót wonnościami niemal całkowicie zmonopolizowali Krzyżowcy, handlujący nimi z Arabami. Jednak destylacją olejków eterycznych zajmowali się też w tamtych czasach europejscy mnisi, wytwarzając z nich rozmaite napitki i mikstury lecznicze.
Polski akcent
![aromaterapia kobieta]()
Tutaj mamy nawet ciekawy polski akcent, w postaci Wody Królowej Węgier, znanej również pod nazwą Larendogra – mikstury o szerokim zastosowaniu (higienicznym, kosmetycznym, odkażającym i leczniczym), podobnej do późniejszej Wody Kolońskiej czy dzisiejszego Amolu. Autorem receptury tego „panaceum”, opartego głównie na nalewce z rozmarynu, miał być pewien tajemniczy eremita, który przekazał ją Elżbiecie Łokietkównie, królowej Węgier, regentce Polski, siostrze Kazimierza Wielkiego i córce Władysława Łokietka.
Łokietkówna produkowała zresztą całą gamę innych preparatów medycznych, a w 1369 r. założyła – obok konwentu klarysek w Budzie – ekskluzywny skład apteczny, sprzedający leki, mydła i woski. To ponoć dzięki swojej wodzie, która później zyskała wielką sławę na dworach europejskich, Elżbieta dożyła w zdrowiu sędziwego wieku i zasiadała na tronie prawie 60 lat, zachowując do końca swoich dni młodzieńczy wygląd i dziewczęcy powab.
Krzyżowcy i odkrywcy
By przeciwstawić się monopolowi Krzyżowców, w dobie renesansu rozpoczęto produkcję olejków na skalę przemysłową. Przypomnijmy, że skutkiem próby przełamania tego monopolu były też wielkie odkrycia geograficzne, albowiem celem podróży sponsorowanych przez możnowładców, wielkich odkrywców były nie tylko zimie płynące złotem, ale również rodzące aromatyczne korzenie.
Renesans był również okresem pierwszych prób ustalenia składu chemicznego olejków eterycznych, a wiedza na temat tego składu uległa znacznemu poszerzeniu w XIX wieku. Natomiast przełomowe dla współczesnej aromaterapii okazały się lata 20. I 30. XX w., w których to prowadził swoje badania i ogłaszał ich wyniki znany nam już Rene Maurice Gattefosse.
Sposoby i metody aromaterapii
![aromaterapia inhalacje]()
W aromaterapii głównym sposobem podania składników aktywnych biologicznie jest droga wziewna. Tak więc w celu ich wziewnego podania, wykorzystywane są rozmaite metody rozpraszania cząsteczek substancji aromatycznych we wdychanym powietrzu.
Inhalacje
Na pierwszy plan wysuwają się więc tutaj inhalacje, do których bywają wykorzystywane specjalne inhalatory czy nebulizatory. Jednak najprostszym i najstarszym sposobem domowej inhalacji jest miska z gorącą wodą doprawioną kilkoma kroplami olejku eterycznego, nad którą pochylamy przykrytą ręcznikiem głowę, wdychając aromatyczne opary. Dawniej do tego typu inhalacji używano też naparów z ziół aromatycznych. Podobnie skutecznym sposobem wziewnego podania substancji aromatycznych jest dodatek kilku kropli olejku eterycznego do gorącej kąpieli lub sauny parowej.
"Inhalacje to doskonały sposób na nawilżenie suchego gardła i złagodzenie podrażnień. Do miski z gorącą wodą dodaj kilka kropel olejku eukaliptusowego, lawendowego lub z drzewa herbacianego." Łukasz Domeracki - mgr Technologii Żywności
Rynek produktów naturaterapeutycznych oferuje również różnego typu kominki i dyfuzory zapachowe, służące rozpraszaniu cząsteczek substancji aromatycznych w większych objętościach wdychanego powietrza, co umożliwia ich wziewną absorpcję już tylko poprzez przebywanie w nawanianym pomieszczeniu.
Droga przezskórna
Drugim ważnym sposobem podania składników aktywnych biologicznie jest w aromaterapii droga przezskórna, czyli w bardziej fachowym języku – droga interdermalna. W tym przypadku najczęściej wykorzystywaną metodą jest masaż ciała z użyciem tłuszczowego podłoża bazowego, zaprawionego olejkiem eterycznym lub żywicą balsamiczną.
Droga doustna
Aktywne biologicznie składniki surowców zapachowych, jako że bardzo dobrze przyswajają się z przewodu pokarmowego, możemy podawać również doustnie, przykładowo popijając napary z ziół aromatycznych czy spożywając mieszanki przypraw korzennych. Niemniej tego typu metody nie są już zaliczane do zabiegów aromaterapeutycznych, gdyż mieszczą raczej w arsenale ziołolecznictwa, czyli fitoterapii.
Ponieważ substancje zapachowe są tłuszczolubne i bardzo lotne, dlatego też – niezależnie od drogi podania – łatwo przenikają przez warstwy lipidowe barier biologicznych i szybko docierają do zasadniczo wszystkich tkanek i narządów naszego ciała.
Jak to działa?
![spokojna zrelaksowana kobieta]()
Zmysł węchu, jak każdy zmysł, umożliwia człowiekowi adaptację do jego środowiska zewnętrznego. Tak więc atrakcyjne aromaty informują nas, że źródło ich emanacji ma do zaoferowania coś pożytecznego dla naszego organizmu, podczas gdy przykre zapachy ostrzegają nas przed potencjalnymi zagrożeniami zdrowotnymi, niesionymi przez ich źródła.
Przykładowo percepcja węchowa odgrywa kluczową rolę w określaniu smaku, jest więc tym samym kluczowym czynnikiem sensorycznym, decydującym o akceptacji lub dezaprobacie danego źródła pożywienia. Siłą rzeczy aromaterapia wykorzystuje więc tylko przyjemne wonie, a pytanie jedynie brzmi, na czym miałoby polegać dobroczynne ich oddziaływanie na nasz organizm?
Aromatyczne antybiotyki
Jak ustalono w prowadzonych w tym kierunku badaniach, substancje zapachowe służą roślinom do wabienia owadów zapylających, odstraszania roślinożerców oraz hamowania rozwoju gatunków konkurencyjnych. Ta ostatnia właściwość substancji zapachowych, nazywana oddziaływaniem allelopatycznym, odpowiada również za ich aktywność przeciwbakteryjną, przeciwgrzybiczą i przeciwwirusową.
A ponieważ mikroorganizmy są przyczyną większości chorób bezpośrednio zagrażających życiu człowieka, ten już u zarania swojego gatunku mógł intuicyjnie uznać za atrakcyjne zapachy takich substancji, które wspomagały jego odporność na choroby infekcyjne.
Zapachy jak witaminy
Kolejne tropy wiodą badaczy w jeszcze innym kierunku… Otóż w efekcie procesów życiowych, przebiegających w komórkach naszego organizmu, dochodzi do powstawania indywiduów chemicznych, których elektrony w atomach tlenu pozbawione są pary. Nazywane są one wolnymi rodnikami tlenowymi i są niezwykle reaktywne, co powoduje, że błyskawicznie utleniają, czyli niszczą, wszelkie napotkane na swojej drodze molekuły.
Działanie wolnych rodników
W niewielkich ilościach są nam niezbędne do życia, gdyż regulują rozmaite procesy życiowe, jednakże nieograniczany ich nadmiar i niekontrolowana ich reaktywność stwarzają poważny problem – są głównym zagrożeniem dla zdrowia i życia. Wystarczy powiedzieć, że wolne rodniki tlenowe są inicjatorami śmierci komórkowej i że to właśnie ich aktywność leży u przyczyn i objawów w zasadzie wszystkich chorób nękających człowieka.
Bariera antyoksydacyjna
Z uwagi na powyższe fakty, ludzki organizm pilnie kontroluje aktywność i ogranicza poziom wolnych rodników tlenowych. Posługuje się w tym celu narzędziem zwanym antyoksydacyjnym układem ochronnym (ADS – antioxidant defense system) lub prościej – barierą antyoksydacyjną.
Zmiatacze wolnych rodników
Niezwykle ważnym elementem bariery antyoksydacyjnej są tzw. zmiatacze wolnych rodników. Jednakże w przypadku zmiataczy problem polega na tym, że tylko niektóre z nich, głównie glutation i koenzym Q10, mogą być wytwarzane przez nasz organizm, podczas gdy większość musimy dostarczać do organizmu z naszego środowiska zewnętrznego.
I tak głównymi zmiataczami pochodzenia zewnętrznego są flawonoidy, fenolokwasy i terpenoidy oraz witaminy: C, A i E. Natomiast terpenoidy to najważniejsze składniki produkowanych przez rośliny substancji zapachowych.
A ponieważ zmiatacze mają dla naszego organizmu takie samo znaczenie, jak witaminy – nie są produkowane przez organizm i muszą być dostarczane z zewnątrz, a ich niedobór prowadzi do rozwoju objawów chorobowych – dlatego człowiek u zarania swojego gatunku mógł uznać za atrakcyjne zapachy takich substancji, które wspomagały walkę jego organizmu z wolnymi rodnikami tlenowymi.
Aromaty jako hormony
Od czasów pionierskich badań Richarda Axela i Lindy Buck, opublikowanych w Cell Press w 1991 r., wiemy, że za zmysł węchu odpowiadają wychwytujące molekuły substancji aromatycznych receptory zapachowe, rozlokowane w nabłonku węchowym nosa. Możemy sobie wyobrazić, jakie musiało być zaskoczenie naukowców, gdy w kolejnych latach badań ustalili, że te same receptory pojawiają się zasadniczo we wszystkich naszych narządach i tkankach, a na pewno w mózgu, płucach, sercu, trzustce, mięśniach, jądrach, wątrobie, nerkach, jelitach, skórze, komórkach odpornościowych i w tkance tłuszczowej.
Podchodząc sceptycznie do tych ustaleń, naukowcy pierwotnie podejrzewali, że receptory zapachowe spoza nabłonka węchowego (tzw. receptory ektopowe) nie mają znaczenia funkcjonalnego dla innych narządów i tkanek. Jednak badania ostatnich lat obaliły wcześniejsze poglądy, albowiem udowodniły, że receptory ektopowe, wiążąc cząsteczki substancji zapachowych, m.in. regulują ciśnienie tętnicze, hamują wzrost guzów nowotworowych, aktywują produkcję „hormonu szczęścia” – serotoniny, regulują metabolizm trójglicerydów, hamują akumulację tłuszczu w wątrobie i tkance tłuszczowej, wspomagają regulację poziomu cukru we krwi, stymulują biogenezę mitochondriów oraz zwiększają masę i siłę mięśni szkieletowych.
Jednym słowem, substancje zapachowe roślin zachowują się dokładnie tak samo, jak nasze hormony, albowiem to właśnie hormony działają w taki sposób, że wiążą specyficzne dla siebie, rozlokowane w tkankach i narządach receptory, inicjując tym samym odpowiednie reakcje fizjologiczne. Problem w tym, że hormony powstają w naszym organizmie, a zapachy docierają do naszego organizmu z ich źródeł zewnętrznych. Nie jest to jednak cała prawda, albowiem w rzeczywistości znamy przynajmniej dwa hormony pochodzenia zewnętrznego, które klasyfikujemy jako witaminy; chodzi tutaj o witaminę A i D.
Tak więc niektóre zapachy możemy uznawać intuicyjnie za szczególnie atrakcyjne z tego powodu, że emanujące je związki pełnią w naszym organizmie funkcje hormonalne, a tym samym są nam tak samo niezbędne do życia, jak inne hormony zewnętrzne – witamina A i D.
Aroma- czy witaminoterapia?
Biorąc pod uwagę przedstawione powyżej fakty, można by postrzegać aromaterapię jako rodzaj witaminoterapii, czyli praktyki profilaktyki i leczenia chorób poprzez dostarczanie odpowiednich dla organizmu człowieka witamin. Jak bowiem wynika z najaktualniejszych badań, przyjemne aromaty są nam po prostu niezbędne do życia i zachowania zdrowia, tak samo jak witaminy.
Jeżeli więc zapach jakiegoś kwiecia lub smak przyprawy korzennej wywołuje u nas tę taką szczególną euforię, nie żałujmy sobie – wdychajmy pełną piersią wonności lub przyprawiajmy pełnymi garściami potrawy do woli, albowiem to znak, że tego nam właśnie potrzeba.
Autor: Sławomir Ambroziak
Źródła:
- https://www.kosmetologiaestetyczna.com/2016/terapeutyczne-wlasciwosci-aromaterapii/
- https://www.mdpi.com/1999-4923/13/8/1314
- https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC2780437/
- https://onlinelibrary.wiley.com/doi/abs/10.1002/mnfr.201870077
Zawarte treści mają charakter wyłącznie edukacyjny i informacyjny. Starannie dbamy o ich merytoryczną poprawność. Niemniej jednak, nie mają one na celu zastępować indywidualnej porady u specjalisty, dostosowanej do konkretnej sytuacji czytelnika.